wtorek, 4 lipca 2017

Bogini Montmartre'u

Warto w domu trzymać makulaturę, bo wygrzebując ze sterty pożółkłych gazet "Pana" z maja 1988 roku dowiedziałem się dwóch rzeczy. Pierwsza: Japończycy to straszni zboczeńcy, ale jednocześnie wysportowani ludzie oraz druga: to coś, co odczuwam od dwóch miesięcy, a może i pół roku, Michalina Wisłocka nazywa smugą cienia, czyli okresem w  życiu faceta, kiedy dzieci dorastają, nie są zapatrzone w mamę, a co gorsza - tata na chwilę spada z piedestału o nazwie Ideał. Facetowi, ojcu nastolatkom, zaczyna tłuc się po głowie pustka i bezsens: praca go nie cieszy, wyłącznie męczy, bo - tak jak w moim przypadku - zrobił syna, podchował, zbudował dom i posadził drzewo. To po co żyć?






 
Apogeum tego stanu osiągnąłem w sobotę lub w niedzielę, stojąc w kolejce do kasy w Lidlu. Ludzie przede mną wykładają: bułki (bez względu na nazwę, wszystkie smakują jak pieczona wata cukrowa napełniona glutenem pszenicznym dla większej objętości), piwo, wino, ser żółty, morele, makrele, jabłka, szczypiorek, chipsy, jogurt, pierś z kurczaka, a ja właśnie tak sterczę i wpatruję się w taśmę jak zahipnotyzowany, czy człowiek żyje, żeby żreć, bo chyba nie jeść. Gdyby zaprzyjaźniona kasjerka nie puściła oczka do mnie, umarłbym na taśmie. Jakie czasy, taka taśma produkcyjna.

Żeby uwolnić się od przykrych myśli, postanowiłem dokończyć czytanie "Ścieżek północy", książki niby o gehennie wojny i utraconej a niespełnionej miłości, ale tak naprawdę opowiadającej, że życie polega na byciu tu i teraz, że marzenia, wyobrażenia, życie w projektowaniu przeszłości na dziś zwodzi nas na manowce, sprawia, że stoimy w rusztowaniu pełnych fałszywszych wyobrażeń. Fałszywy klejnot los nam sprzedał. Idziesz sam, wiecznie sam. Zamiast tkwić wśród zakurzonych dekoracji. Warto posadzić drzewo? To zrobiłem. "Cokolwiek robisz, okaże się nieistotne, ale bardzo ważne jest, żebyś to robił", mówił Mahatma Gandhi. Mądrze, choć aforyzm obłożyłbym poważnymi wyjątkami, ale kim ja jestem, żeby podawać w wątpliwość uniwersalne sentencje.

Można też deszczowym porankiem, takim jak dziś, przejrzeć "Akt w malarstwie polskim", a w nim jeden z bardziej poruszających - obraz Alfonsa Karpińskiego z 1911 roku. Wystarczy, okazuje się, wyjechać do Paryża, porzucić duszący od stęchlizny bogoojczyźniany grajdołek, by rozkwitnąć artystycznie. Przekonał się o tym Janusz Głowacki, chyba jedyny polski pisarz, który zrobił międzynarodową karierę, a nieco wcześniej malarz Alfons Karpiński. Mieszkając w Paryżu odkrył świat kobiet wyzwolonych, kankana, burdeli, życia nocnego, czyli szerzej - życia. Jego "Akt" jest otwartą pochwałą erotyzmu, czarnych pończoch, tanich butów, nieogolonych pach, kobiecości początku XX wieku. Oto bogini Montmartre'u, pozuje do obrazu, zakrywając twarz, bo narzeczony się jeszcze dowie, a ona ma za obraz obiecaną nową sukienkę i wypatrzoną szminkę.
Alfons Karpiński, Akt, 1911, olej na płótnie, 90x129 cm, Muzeum Mazowieckie w Płocku


Po powrocie do Krakowa Karpiński nadal malował akty, ale zagubił w nich pikanterię, wyuzdanie i erotykę. Też gdzieś ją zagubiłem cztery lata temu. Na razie znalazłem zakurzony album oraz najlepszą polską polską gazetę "Nie", które donosi: Spośród singelek seks uprawia zaledwie co siódma. Faceci maja lepiej: przyjemności rżnięcia dostępuje co trzeci z nich. Niestety badania nie konkretyzują , czy 14 procent singelek obsługuje 34 procent singli, czy też muszą oni korzystać z mężatek". Wnioski te mogą, ale nie muszą być uprawione. Po prostu singelki, żeby nie wypaść na jakieś puszczalskie, zgrywają zapłakane, samotne, nieszczęśliwe i kłamią, a faceci pędzący zdyszanego konia pod prysznicem - śnią o byciu Casanovą.

Mahatma Gandhi zachęcił, by robić coś, co może okazać się sensowne. Oto efekty działań: pizza, która zabijcie nie wiem kiedy zniknęła z blachy oraz dżemik truskawkowy. Dlaczego nie zostałem Kubusiem Puchatkiem. Maczałbym palce w słoiku.









2 komentarze:

  1. Miewam takie popołudnia pełne zupełnie niepotrzebnego rozmyślania o przemijającym życiu, o ideałach (którym już ni jak dla nikogo nie jestem), o straconych szansach i sensie życia, nie występują w nich akty, ale występuje 'smuga cienia' (w wersji women)..., i też najczęściej kończą się pizzą i dżemem truskawkowym ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. A co do picia?

    OdpowiedzUsuń