środa, 26 kwietnia 2017

Tamta dziewczyna

Sędzia we wczorajszym meczu Real-Bayern gwizdał sprawiedliwie, bo monachijczycy odpadli z Ligi Mistrzów. Jakość pracy znalazła uznanie Lewandowskiego ("naszego Roberta"), Vidala i Alcantary, bo wtargnęli, wedle hiszpańskich gazet, do szatni sędziowskiej, wykrzykując, że dwie bramki Real strzelił ze spalonego, a Vidal - niesłusznie wyleciał z boiska. Sędziowie wydają opinie, których nijak nie da się nazwać wyrokami, zaśmiał się w duchu Michał.

Podparł głowę na prawej ręce, patrzył w okno, niczego poza zachmurzonym niebem nie widząc. Właściwie to nawet świadomości do obserwowania chmur o kolorze brudnej bieli nie włączył. Układał zdania do komentarza z meczu, a przecież go nie oglądał. Nie oglądał, bo nie ma Canal+. Jakby sobie kupił, w kółko patrzyłby mecze i pisał sprawozdania do internetu, a przecież musi  udzielać dzieciom lekcji angielskiego, które nie umieją skoncentrować się dłużej niż 30 sekund. Bardziej już skupia uwagę złota rybka niż roszczeniowe bachory, snuł myśli.

Po otwarciu oczu nie zrobił tego, co każdy zdrowy mężczyzna po obudzeniu zwykł dotykać. Przechylił się przez łóżko. Odłączył telefon od ładowarki i sprawdzał, co słychać na Facebooku. Znajomi wrzucili zdjęcia zimowych krajobrazów, choć przecież kwitną już magnolie. Pociąg z Donaldem Tuskiem wjedzie na Dworzec Centralny.

Zza zamkniętych drzwi łazienki dochodził przygłuszony szum wody z prysznica, jakby deszcz na drzewa nad Kanałem Żerańskim padał. Mężczyzna usiadł na brzegu łóżka. W wyobraźni budował figury geometryczne z leżących na dywanie okruszków. Ale zastanówmy się, pomyślał, czemu ja z nią jestem, pomyślał o kobiecie pod prysznicem. Owszem, ma ładne cycki. Można na niej polegać, co niweluje inne niedostatki ciała. Niweluje, sam siebie zapytał Michał.  Może wmawiam sobie, przecież na Kasi nie mógł polegać nawet w jednym calu, a poszedłby na piechotę do Częstochowy, by z nią być. Z tą Częstochową to się zapędził.

Maria wyszła z łazienki owinięta w różowy, wytarty już ręcznik. Michał chciałby mimowolnie podejść do niej, zrzucić z niej mokrą szmatę. Próbował nadać swemu spojrzeniu wyraz zainteresowania i podniecenia.
- Wiem, że nie jestem w twoim typie - powiedziała bez żalu Maria, otwierając starą, drewnianą szafę z drzwiami na skrzypiących zawiasach.
- Idę się kąpać, bo muszę być o ósmej w biurze.
- Dobrze.
Nie zamknął za sobą drzwi łazienki, żeby Maria nie pomyślała, że nie chce, by weszła podczas jego kąpieli. Położył piżamę na podłodze. Myjąc włosy szamponem rumiankowym, usłyszał zza drzwi:
- Michał, mogę wejść?
- Tak - wysilił się na naturalny ton.
- Umyć ci plecy?
- Nie, dziękuję.
Kobieta na sekundę stanęła bez ruchu, jej oczy spowiła mgła bezsilności.
- Jutro przyjadę z dziećmi, spędzimy razem weekend - starała się być stanowcza.
Spojrzał kątem oka na jej ciało. Spod różowego szlafroka, który na siebie włożyła, zobaczył wystrzyżone, ale nie ogolone łono. Nie poczuł podniecenia.
- Dobrze. Może pojedziemy do Nieborowa, choć nie wiadomo, bo zapowiadają zimny weekend.
- Kiedy ta zima się skończy - próbowała uśmiechać się kobieta.

Golenie twarzy wydało się Michałowi wyzwaniem na miarę zdobycia Mount Everest. Czuł niemiłosierne zmęczenie, które przypisywał długiej i ciemnej zimie. Pił codziennie Biovital, jadł Czosnek Forte, ale ostatnio lekarzowi poskarżył się, że siły go opadły. Doktor osłuchał, opukał, wodząc palcem przed oczyma szukał problemów neurologicznych. Postawił diagnozę: - Jest pan zdrowy.

Michał założył bieliznę. W radiu mówili, że Donald Tusk przyjedzie na przesłuchanie do Warszawy pociągiem. Wysiądzie na dworcu Centralnym. PiS wymyślił przedstawienie z przesłuchaniem w prokuraturze, Tusk okazał się świetnym reżyserem, wyraził w duszy zachwyt Michał, wjeżdża do Warszawy jak marszałek Piłsudski.
Maria, nie zważając na radio nadające wiadomości, oparła telefon o doniczkę w kuchni, włączyła piosenki z YouTube:
Tamta dziewczyna mieszka parę myśli stąd
w tej samej głowie czasem przypomina mnie
ale ma siłę, jaką miewa mało kto
a kiedy trzeba umie głośno mówić "nie"



Kasia mignęła mu w myślach. Stała na kładce nad torami na Olszynce Grochowskiej. O, Bogowie! Dlaczego mnie karzecie,  wniósł ciche modły Michał i szybko zagaił do Marii:
- Zrobić ci kawę?
- Robisz najlepszą, taką z kafeterki proszę. Trzeba będzie firanki tu powiesić, bo mało domowo jest.
Maria podeszła do okna, oberwała suche liście z kawowca stojącego na parapecie.
- Może byśmy remont kuchni zrobili - zniknęła w drugim pokoju.
https://www.youtube.com/watch?v=M5UqFj-uk78













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz