czwartek, 6 kwietnia 2017

Dlaczego związki po rozwodach się nie udają?

Związki ludzi po rozwodach kończą się, zanim na dobre wystartują. Dlaczego? Bo tak musi być.




Młodzi ludzie poznający się w wieku kilkunastu, dwudziestu, trzydziestu lat zauroczą się sobą. Burza hormonów (dopamina, testosteron, oksytocyna) każe młodym ludziom czuć drżenie ciał, twardość i mokrość pewnych części ciała na samą myśl o sobie nawzajem. Rozbucha kwiat namiętności i zakochania pachnący majowym bzem. Świata poza sobą nie widzą. Żeby to tak głupio nie wyglądało, że chodzi tylko i wyłącznie o przedłużenie gatunku sterowane aminokwasami w organizmie, przywołuje się mity o Romeo i Julii, Tristanie i Izoldzie, a Werter to nawet cierpiał.

Seksuolog Andrzej Depko w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów" z 17 września 2016 r. powiedział:
- Ale natura namiętności jest taka, że ona prędzej czy później wygasa.
- Nie ma wyjątków - przypuszczalnie z nadzieją i rozpaczą w głosie zapytała dziennikarka.
- Nie ma - wbija gwóźdź do trumny Depko. - Taka jest w ogóle natura emocji.

Kiedy już biologia osiąga swój cel, pojawiło się dziecko i kochankowie się sobą znużyli, rozstają się. Gorzej, jak w międzyczasie wzięli ślub zwabieni złudną obietnicą wiecznego narkotycznego haju. Rozwód, kłótnie, majątek, kredyty. Chyba to znacie?

Panny i kawalerowie z odzysku wkraczają na rynek, szumnie mówiąc, matrymonialny. Pół biedy, jak ona ma lat ze 30, może i chce mieć dzieci. Wówczas znajdzie sobie pana w wieku podobnym, może nieco starszego, nieraz też po przejściach. Scenariusz z wybuchem wulkanu namiętność ma szansę się powtórzyć, ale i z dojrzałą świadomością, że nawet najgorętszy wulkan się wypala. Może pojawić się kolejne dziecko, znów ślub, rodzina. Mają szansę na długie i szczęśliwe życie.

Gorzej dla osobników homo sapiens 40+. Niby chcą czuć motylki w brzuszku, nie dojadać, cierpieć z tęsknoty, kochać się pięć razy dziennie siedem dni w tygodniu, ale coś już zgrzyta. Bo obecne dzieci, często  nastolatki, absorbują, wkurzają, kosztują. Bo w pracy szef nakłada na głowę za dużo, a koleżanka to dołki kopie. Kasy od 1 kwietnia starcza do 5. Potem jedzie się na oparach absurdu. Organizm przestaje tęsknić za burzami, wulkanami.  Biologia też płata figle. Kiedyś to się myślało o seksie dwadzieścia razy dziennie, a teraz lepiej książkę poczytać. Słowo „starość” zaczyna migotać w oddali.

Dochodzimy do zaklętej i przeklętej kwadratury koła. Wchodzimy w związki z sympatii, z lęku przed samotnością, wybierając umiarkowanie pozytywne emocje, a jednocześnie marzymy: niech stanie się huragan. Nawet go wyglądamy, myszkując po facebooku, sympatii, badoo. Poznajemy kogoś, żegnamy obecnego partnera, zanim go na dobre poznaliśmy.

I jak tu żyć? Gdzie jest złoty środek.

A może pozostaje nam czekać na miłość jak z Mistrza i Małgorzaty?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz