poniedziałek, 27 lutego 2017

Kuba Wojewódzki w piaskownicy



Fiodor Dostojewski powiedział, że jeszcze nie widział moralisty, któremu by się źle powodziło. Stwierdzenie dotyczy też naszych moralistów od lewa do prawa, teraz Tomasza Lisa, który stanął w obronie dobrych obyczajów w piaskownicy.
W poniedziałek rano Kubuś Wojewódzki bawił się w piaskownicy. W jednej ręce trzymał tablet. Oglądał w TVN program Kuba Wojewódzki, który  puszczają między reklamami Playa, też z Wojewódzkim. W drugiej dzierżył smartfona, słuchał siebie z Eski Rock.
Aż podbiegł inny chłopczyk i oblał go substancją żrącą coca-colą, jak uważają kłamliwi złośliwcy. Nie mogła to być coca-cola, bo Kubuś prosto z piaskownicy do szpitala pojechał, gdzie go lekarze-cudotwórcy z ciężkich poparzeń tego samego dnia wyleczyli.

Swoje bohaterstwo Wojewódzki skomentował:
Okazuje się, że zostałem korespondentem z wojny domowej. Czasem warto dostać w mordę, zostać oblanym kwasem, aby przekonać się ilu dziennikarzy akceptuje przemoc. Jestem takim papierkiem lakmusowym.
Nie ma w tym ani krztyny narcyzmu czy egzaltacji. Wojewódzki doznał przemocy. Cichną przy tym strzały do górników Wujka, prostują się ścieżki zdrowia. Jeżdżenie czołgami po ludziach na Wybrzeżu bawi jak gra komputerowa. A dzisiejsze banalne niesprawiedliwości z "Ekspresu Reporterów" Michała Olszańskiego to użalanie się nad sobą.

Czy trzeba ludzi oblewać na ulicy coca-colą lub przynajmniej kwasem solnym? Co kto lubi i ma ochotę ponosić przyjemne konsekwencje jak grzywna, areszt lub daj Boże więzienie.

Wieść o tej haniebnej postawie najbardziej wstrząsnęła Piotrem Najsztubem:
Różne postawy promowane są bez pewnego rodzaju refleksji. Ja uważam, że wieloletnie promowanie tzw. Żołnierzy Wyklętych, (…) bezkrytyczne promowanie, bo to były skomplikowane ludzkie losy, a potem przedstawia się to młodym ludziom w prawicowych mediach jako wzory do naśladowania. To promowanie po iluś latach zaowocuje tym, że ktoś się poczuje Żołnierzem Wyklętym, w okupowanym kraju, zacznie wyimaginowanych okupantów zabijać, albo ich w jakiś sposób atakować.
Nawet będąc pod silnym środkiem płynów żrących mózg (zmieniających świadomość), lepiej bym tego nie wymyślił.

Bardzo wzruszył się Tomasz Lis, który w swoim blogu NaTemat wygłasza kazanie:
Już nawet nie z odrazą, już nawet nie z zażenowaniem i wstydem, ale po prostu ze smutkiem wczytywałem się w komentarze tzw. niepokornych do ataku na Kubę Wojewódzkiego.
Tzw. niepokorni protestują przeciw przemysłowi pogardy, promują wszelkie chrześcijańskie cnoty sami będąc ich wcieleniem, trudno się więc dziwić, że na atak na Wojewódzkiego zareagowali z empatią. Wobec sprawcy.
Wsłuchajmy się w te ich głosy pełne miłości bliźniego. Pan redaktor Warzecha - "jeśli ktoś sto razy prowokuje, to w końcu dostaje w gębę" (podkreślić to chrześcijańskie W GĘBĘ).

Łukasz Warzecha uznał Wojewódzkiego za prowokatora. Wojewódzki w TVN-ie mówi, co chce. Słyszy oklaski, entuzjazm widowni, piski aprobaty. W takt jego słów przytupuje długonoga Paulina. Pan od płynu żrącego nawet nie ma szans powiedzieć, że się z Wojewódzkim nie zgadza. Z wyżyn nieomylności przemawia tylko Wojewódzki. Rozmowy z widzami z nie prowadzi. Ktoś odpowiedział płynem.
A może szedł skacowany koleś i bryzgał tym, co tam mu jeszcze zostało w butelce. Wylało się na Kubusia. Zamach stanu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz