czwartek, 26 stycznia 2017

Stara baśń o kobietach

Stara baśń: jeden tokuje, trajluje, całuje rączki, funduje kolczyki i wuzetki, dżentelmena odwala pod delikatność, a drugi rypie z doskoku, partyzant-ogier, i już ci zdmuchnął twój towar. Bo dla kobity delikatność, grzeczność, nienachalność i kulturalność, to kupa słówek, on lubią mówić, że tylko to lubią, a jeszcze bardziej lubią, żebyś ty w to wierzył, i frajer w to wierzy. Ale życie to nie kino, tylko na filmach jest od cholery bab, które mają orgazmy z samych pocałunków, spojrzeń i uśmiechów. Te na widowni myślą lub nie myślą, bez znaczenia, bo równocześnie myślą ich tyłki, ich ciała, ich krew, i tego nie można oszukać, uciszyć, zamknąć - nie można wykiwać natury. Trafił się poeta, klawo, trochę bajeru robi nastrój, ale bez przesady, samo gadanie to ni pies, ni wydra. Jak się trynisz w majtki takiej delikatnej, toś łobuz, bo obrażasz jej cnotę, jej przyzwoitość i moralność, ale jak tego nie robisz, toś dureń, bo obrażasz jej kobiecość,  a tego ci ona nie wybaczy. Tym ćwierkaniem, tym kwiatkiem, tymi hamulcami, grzeszkami bez jaj, bez macanek, bez nachalstwa, wykopałeś sobie grób, Uwierzyłeś rytualnym piskom ("Jak możesz, ja nie jestem taka!"), i książkom oraz filmom, w których sukami są wyłącznie dziwki, a obok są jeszcze "przyzwoite kobiety:, i jedne od drugich tak sakramencko się różnią, jakby tylko te pierwsze stworzył chłop za pomocą kutasa, a te drugie Pan Bóg ze swojej gliny.

Źródło: "Dobry", Waldemar Łysiak, tom I, Wydawnictwo Andrzej Frukacz, Chicago-Warszawa 1996, str. 225-226

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz