piątek, 13 stycznia 2017

Opowiadanie erotyczne, cz. II

Źródło zdjęcia: http://www.vagabomb.com/Things-Everyone-Should-Know-about-Oral-Sex/

Klęknąłem przed tobą. Szeroko rozchyliłaś nogi, zginając je w kolanach i podnosząc do góry. Paznokcie u twoich nóg były pomalowane na czerwono-purpurowy kolor, co wprowadziło mnie w jeszcze większe podniecenie.  Purpurowy dzióbek mojego ptaka zaczął ociekać srebrzystymi, kleistymi kropelkami, bo przed oczyma stanął mi… obraz naszego seksu sprzed kilku tygodni. Obejmowałaś palcami u nóg mojego ogiera. Twoje paznokcie miały wówczas identyczny kolor. Nie. Zaraz, Chwilka.  Są różnice. Wtedy kochaliśmy się na podłodze w przedpokoju, a nie zamieciony piach właził i drapał w ciała, co zaczęło nam przeszkadzać dopiero podczas ubierania się w ciuchy, które wcześniej rozrzuciliśmy w nieładzie.

Teraz też spodnie, majtki, koszulki i stanik walały się tam i ówdzie po pokoju. Rękoma przesunęłaś do tyłu klawiaturę i monitor, daleko opierając się dłońmi o biurko. Moim oczom, zmysłowi węchu ukazała się twoja muszelka. Pachniała jak soczysta, czerwono-różowa malina na kremowym torcie.  Gdy zbliżyłem do niej usta, zdało się, że w tej małej różowej muszelce, skupiają się wszelkie lecznicze substancje świata.
Niepotrzebne stały się Krynica, Kudowa, Nałęczów ze swoimi wodami. Niech się schowają. Zapach twojej różowości leczy wszelkie dolegliwości. Odkryto nową metodę leczenia: kuracja cipą. Przy niej apap, polopiryna, a nawet trawka do palenia są pustymi, beznadziejnymi placebo.

W dole na przystanku zaskrzypiały hamulce 117 lub 138. Ludzie wysiedli, wsiedli. Nieświadomi, że piętro wyżej dokonuje się najpiękniejszy akt życia.  Pod stopami ludzi skrzypiał zamarznięty śnieg, a nam w ciepłym mieszkanku w domach o bardzo grubych murach było gorąco. Ciała oświetlały żarówka z kuchni, blask monitora, lampek choinkowych i telewizora.

Delikatnie musnąłem ustami rozpaloną muszelkę. Jej zapach i ciepło podziałały na mnie narkotycznie, odpłynąłem  w nieświadomość. Dotknąłem językiem łechtaczki. Twoja uda drżały. Muszelka,  źródło wód leczniczych, zaczęła ociekać.
Siedziałaś na biurku, klęczałem przed Tobą jak przed bóstwem –Izis, Kleopatrą, Nemezis. Drewniana podłoga w starej przedwojennej willi przerobionej na mieszkania skrzypiała pod nogami pani  Krystyny, bezzębnej sąsiadki z mieszkania obok. Na gazie na starej kuchence Amica gotował się rosół, a obok z kominka aromaterapeutycznego - jak przez mgłę zmysłów, erotycznego napięcia, gorących ciał - docierał aromat olejku sonowo-świerkowego.
Oprócz suczki Nuki towarzyszyła nam Lady Gaga i jej "Bad Romance":
Pragnę Twej brzydoty
Pragnę Twej choroby
Pragnę wszystkiego co Twoje
Póki jest za darmo
Pragnę Twej miłości
Miłości, miłości, miłości
Pragnę Twej miłości

- Wyliż mi porządnie moją rozklapciochę, a nie pieścisz się i pieścisz - wyrwałaś mnie z letargu. Mój język pracował jak oszalały. Twarz miałem całą mokrą od Ciebie.  Łechtaczka dawno przeistoczyła się z małej zasuszonej wisienki w pełny  soku, krwistości dorodny  owoc. Jakby Chrystus nowych cudów dokonywał.
Palcami pieściłem, ściskałem, pociągałem sutki twoich małych, twardych, jędrnych piersi.
Poczułem, że język zaczyna mi się odrywać od podniebienia i całkiem opadł z sił wiercących i polerujących. :
- Zerżnę cię teraz jak moją prywatną kurwę.
Wstałem i powoli wsadziłem wielkiego ptaka we wnętrze soczystej muszli. Aż po same jądra.
- Rżnij mnie - kochanie, zaskowyczałaś z bólu i rozkoszy.
Wchodziłem w Ciebie najpierw powoli, jak żółw ociężale. Potem coraz szybciej. Nasze ciała stukały o siebie jak dwa auta jadące obok siebie. Iskry namiętności rozpryskiwały się po całym domu
Wpiłem się w Twoje usta. Szarpnąłem za włosy:
- Dobrze ci, suko?
- Rżnij mnie, nie gadasz tylko i gadasz.

Napięcie wzrosło do takich rozmiarów, że jakby chodziło o prąd w domu, dawno wysadziłoby bezpieczniki. Wysadziło. Mój ptak zamienił się w wielkiego purpurowo-czerwonego indora z wielkim nabrzmiałym łbem.  Wielka lawa miłości i namiętności zalała Twoją szyję, piersi, brzuch:
- Ile Ty tego lejesz - powiedziałaś jakby z wyrzutem.
Na kuchence zaczął kipieć rosół. Na klatce szczekała suczka pani profesor. Nasza witała się z nią, ujadając z rozpaczą w głosie:  Zabierzcie mnie stąd, muszę patrzeć na te ludzkie bezeceństwa.
W telewizji Tomasz Kot powiedział, że jest w T-mobile. Współczułem mu w tej chwili. Szybko włożyłaś majtki, bo przecież naszą córeczkę tylko na chwilę zostawiliśmy u pani profesor, bo niby pilnie musieliśmy gdzieś wyjść. Wyskoczyć na chwileczkę zapomnienia.















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz