czwartek, 19 stycznia 2017

Jesteś na Sympatia.pl? Koniecznie przeczytaj!

Kiedyś byłem aktywnym uczestnikiem portalu Sympatia.pl. Dość szybko z niego zniknąłem. Idę jednak o zakład, że nawet połowa uczestników tkwi tam latami - ciągle lub z kilkumiesięcznymi przerwami. Dlaczego tak się dzieje? Bo jest duży wybór. Bo tuż za następnym kliknięciem czai się atrakcyjniejsza kobieta, przystojniejszy mężczyzna.


No, dobra. Kobieta atrakcyjna, ale - mój boże - jaka drewniana w łóżku. Nie, no, facet przystojny, ale pogadać z nim nie ma o czym. I znów Sympatia. Oooo, całkiem miła babeczka, i jaki uśmiech. Ale czy musi mieszkać tak daleko? Godzinę trzeba do niej jechać. To następna. Klik, zaloguj się, następny facet. Całkiem sympatyczny, tylko po rozwodzie, i z dziećmi spędza czas. A gdzie czas dla mnie? No, to następny. Klik.
Bogactwo wyboru doprowadza do tego, że single tak mocno deklarujący chęć założenia rodziny, a choćby trwałego związku, pozostają sami lub w przelotnych znajomościach.
To też pewien rodzaj hazardu, a nawet uzależnienia. Niczym do kasyna wchodzimy po wygraną. Za każdym ruchem ruletki może czaić się wygrana: lepszy partner.
Na szczęście w poszukiwanie partnera nie angażujemy przeważnie wielkich pieniędzy, ale poświęcamy mnóstwo czasu oraz zdrowie psychiczne. Z wiekiem czas nabiera niemal namacalnego znaczenia i staramy się go nie tracić na bzdurne zajęcia. Gorzej z psychiką, bo mało kto z nas ma zdolność do wglądu w siebie i diagnozę: Nie unieszczęśliwia nas samotność, ale skakanie z kwiatka na kwiatek.


Moją obserwację potwierdza profesor Barry Schwartz z Swarthmore College w Pensylwanii ("Książę z bajki cię wykończy", "Gazeta Wyborcza", 13-14 czerwca 2015 r.): "Proszę zwrócić uwagę, jak portale randkowe zmieniły sposób poszukiwania życiowych partnerów. Nie tak dawno kogoś takiego szukało się na uczelni, we własnym środowisku, przez znajomych, w klubie sportowym. Dzisiaj możesz go znaleźć wszędzie. (...). Amerykańska dziennikarka Lori Gotlieb swego czasu napisała książkę "Wyjdź za niego za mąż" ("Marry Him"). Opisała tam swoje poszukiwania idealnego partnera. Dobijając czterdziestki, zdała sobie sprawę, że jest sama i jeśli chce mieć rodzinę, to jest to ostatni dzwonek. (...) Na koniec trafiła do doradcy matrymonialnego, który poprosił ją, by sporządziła listę pożądanych cech partnera. Zobaczywszy tę długą listę, roześmiał się i rzekł: "Załóżmy się, że na całym świecie jest pięciu mężczyzn, którzy spełniają pani kryteria. Załóżmy nawet, że uda się pani odnaleźć jednego z nich: jaką ma pani gwarancję, że on panią zachce?". Wtedy ją olśniło. Zrozumiała, że strategia szukania "ideału" w niczym jej nie pomoże i może pora zacząć rozglądać się za tym, co "wystarczająco dobre".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz