czwartek, 19 stycznia 2017

Do Pani Ewy Chalimoniuk

Psychoterapeutka Ewa Chalimoniuk w „Wysokich Obcasach” (10 września 2016 r.) opowiada , jak ludzie znoszą porażki. Jedna z grup za boga nie przyzna się do klęski, niepowodzenia, błędu: To ja., narcyz się nazywam.


To są zwykle osoby narcystyczne albo z zaburzeniami osobowości typu borderline, które postrzegają siebie w sposób zero-jedynkowy: albo „jestem wspaniały, wyjątkowy” albo „jestem beznadziejny, do niczego się nie nadaję”. To samo projektują na innych: albo ktoś (przyjaciel, terapeuta, partner) jest „idealny”, bo jest użyteczny i na przykład dodaje mi blasku, albo jest „dnem”, bo śmiał mnie skrytykować lub się ze mną nie zgodzić. Nie tolerują ambiwalencji. Nie umieją zaakceptować tego, że można być i taki, i takim. I póki im wszystko wychodzi, odnoszą sukcesy, jest OK. Tragedia zaczyna się wtedy, kiedy się potkną.

Pani Ewo, właśnie dlatego osoby z tego typu osobowością unikają podejmowania decyzji, obierania ścieżki życiowej, żeby się nie potknąć, a już upaść - wykluczone. Najpierw decyduje za nich mama, potem mąż („sam tak chciałeś”, „nikt cię nie zmuszał”, „to twój problem”), partner, koleżanki („ja bym zrobiła tak i tak”, „zrób tak”), dlatego mogą mentalnie wiecznie stać poza życiem, przerzucając odpowiedzialność za nie na innych.

Pytanie, czy da się tak przeżyć całe życie? Pewnie tak, i to bez większego szwanku? I jak rozwija się tego typu osobowość? Jak Pani sądzi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz