czwartek, 26 stycznia 2017

Chyba Bóg Cię opuścił

Zapytacie mnie, moje drogie, sympatyczne robaczki z prowincjonalnej galaktyki, zapytacie, dlaczego wam nie pomogę w waszej codziennej męczarni. Dlaczego nie uwalniam was od strachu, który sami codziennie sami wymyślacie, dlaczego nie prostuję waszych myśli, waszych aksjomatów i hipotez, które was spychają codziennie na manowce, dlaczego was nie obdarzam dobrym losem, i to takim losem, który by was wywyższał nad inne pierwotniaki. Modlicie się przecież każdego wieczoru do mnie zalewając się łzami i bijąc głową o kant łóżka.





Mógłbym was czarować, mógłbym wymyślać tysiąc logicznych i prawdopodobnych powodów. Lecz odpowiem szczerze: jestem tylko wielkim uchem do wysłuchiwania waszych skarg, jestem tylko kolosalną membraną wibrującą od waszych jęków, jestem tylko echem, co przenosi w wieczność wasz ludzki płacz. Może jedynie to stanowi istotę boskości.


Będę wam współczuł tak, jak współczułem wam zawsze od pierwszej chwili męki, rozpaczy, przerażenia, która sobie uświadomiliście czy to pływając jeszcze w wodzie, czy już pełzając po ziemi. Obiecuję więc współczucie, a współczucie jest jak łagodny szept niebios, jak pocałunek rozumnego przeznaczenia, jak ciepło cudzej obecności w mroźnych pustyniach wszechświata.


A może mnie utworzyły, niczym obłok pyłu kosmicznego, wasze marzenia, tortury, smutki, niedole. I dlatego nigdy nikogo nie będę kochał.


Tadeusz Konwicki, "Kronika wypadków miłosnych"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz