wtorek, 31 stycznia 2017

Tłumaczenie piosenki "Woman in Love" Barbra Streisand


Życie jest tylko chwilą w wieczności
A gdy noc się kończy
Staje się jeszcze bardziej samotne
Żegnam czule poranek
Tak naprawdę nie wiem
Dlaczego


Droga jest długa i wyboista
Gdy nasze oczy się spotkają
A uczucie jest gorące jak lawa
Odbijam się od ściany
Potykam się i upadam
Ale daję ci wszystko

Jestem zakochaną kobietą
Zrobiłabym wszystko
Żeby zabrać Cię do mojego świata
I Zatrzymać Cię w nim
To prawo, którego bronię
Tak jest, i już

Z Tobą na zawsze
Miłość nie liczy czasu
Zaplanowaliśmy to na początku
I pielęgnujemy w naszych sercach

Mogą nas dzielić oceany,
Ale czujesz moją miłość
Słyszę, co mówisz
Żadna prawda nie jest kłamstwem
Potykam się i upadam, ale daje ci wszystko

Jestem zakochaną kobietą
Zrobiłabym wszystko
Żeby zabrać Cię do mojego świata
I Zatrzymać Cię w nim
To prawo, którego bronię
Tak jest, i już

Jestem zakochaną kobietą
Mówię do Ciebie
Wiesz, ja wiem, co czujesz
Co kobieta może zrobić?
To prawo, którego bronię
Tak jest, i już

Jestem zakochaną kobietą
Zrobiłabym wszystko
Żeby zabrać Cię do mojego świata
I Zatrzymać Cię w nim
To prawo, którego bronię
Tak jest, i już

czwartek, 26 stycznia 2017

Chyba Bóg Cię opuścił

Zapytacie mnie, moje drogie, sympatyczne robaczki z prowincjonalnej galaktyki, zapytacie, dlaczego wam nie pomogę w waszej codziennej męczarni. Dlaczego nie uwalniam was od strachu, który sami codziennie sami wymyślacie, dlaczego nie prostuję waszych myśli, waszych aksjomatów i hipotez, które was spychają codziennie na manowce, dlaczego was nie obdarzam dobrym losem, i to takim losem, który by was wywyższał nad inne pierwotniaki. Modlicie się przecież każdego wieczoru do mnie zalewając się łzami i bijąc głową o kant łóżka.





Mógłbym was czarować, mógłbym wymyślać tysiąc logicznych i prawdopodobnych powodów. Lecz odpowiem szczerze: jestem tylko wielkim uchem do wysłuchiwania waszych skarg, jestem tylko kolosalną membraną wibrującą od waszych jęków, jestem tylko echem, co przenosi w wieczność wasz ludzki płacz. Może jedynie to stanowi istotę boskości.


Będę wam współczuł tak, jak współczułem wam zawsze od pierwszej chwili męki, rozpaczy, przerażenia, która sobie uświadomiliście czy to pływając jeszcze w wodzie, czy już pełzając po ziemi. Obiecuję więc współczucie, a współczucie jest jak łagodny szept niebios, jak pocałunek rozumnego przeznaczenia, jak ciepło cudzej obecności w mroźnych pustyniach wszechświata.


A może mnie utworzyły, niczym obłok pyłu kosmicznego, wasze marzenia, tortury, smutki, niedole. I dlatego nigdy nikogo nie będę kochał.


Tadeusz Konwicki, "Kronika wypadków miłosnych"

Stara baśń o kobietach

Stara baśń: jeden tokuje, trajluje, całuje rączki, funduje kolczyki i wuzetki, dżentelmena odwala pod delikatność, a drugi rypie z doskoku, partyzant-ogier, i już ci zdmuchnął twój towar. Bo dla kobity delikatność, grzeczność, nienachalność i kulturalność, to kupa słówek, on lubią mówić, że tylko to lubią, a jeszcze bardziej lubią, żebyś ty w to wierzył, i frajer w to wierzy. Ale życie to nie kino, tylko na filmach jest od cholery bab, które mają orgazmy z samych pocałunków, spojrzeń i uśmiechów. Te na widowni myślą lub nie myślą, bez znaczenia, bo równocześnie myślą ich tyłki, ich ciała, ich krew, i tego nie można oszukać, uciszyć, zamknąć - nie można wykiwać natury. Trafił się poeta, klawo, trochę bajeru robi nastrój, ale bez przesady, samo gadanie to ni pies, ni wydra. Jak się trynisz w majtki takiej delikatnej, toś łobuz, bo obrażasz jej cnotę, jej przyzwoitość i moralność, ale jak tego nie robisz, toś dureń, bo obrażasz jej kobiecość,  a tego ci ona nie wybaczy. Tym ćwierkaniem, tym kwiatkiem, tymi hamulcami, grzeszkami bez jaj, bez macanek, bez nachalstwa, wykopałeś sobie grób, Uwierzyłeś rytualnym piskom ("Jak możesz, ja nie jestem taka!"), i książkom oraz filmom, w których sukami są wyłącznie dziwki, a obok są jeszcze "przyzwoite kobiety:, i jedne od drugich tak sakramencko się różnią, jakby tylko te pierwsze stworzył chłop za pomocą kutasa, a te drugie Pan Bóg ze swojej gliny.

Źródło: "Dobry", Waldemar Łysiak, tom I, Wydawnictwo Andrzej Frukacz, Chicago-Warszawa 1996, str. 225-226

wtorek, 24 stycznia 2017

Kruczoczarna

Kasia, spełniło się moje marzenie z piosenki „Someone like you” Adele. Poznałem kogoś takiego jak ty. Kruczowłosą, zielonooką kobietę o wybujałej inteligencji ocierającej się o schizofrenię, radosnym wiosłowaniu przez życie, w którym żółto-czerwony autobus, choćby pełen śmierdzących zjełczałym ubraniem bezdomnych a ona jechała bez biletu, pachnie lasem otaczającym leśniczówkę Pranie. Nawet ubiera się kolorowo w stylu kakadu.  Ma śliczną blond córeczkę jak nasza Weronika. 




Zauroczyłem się jej pogodą ducha, literackim spojrzeniem na świat, które z codzienności każe zrobić opowieść o dziewczynce z zapałkami . Ty miałaś wielki tyłek i małe piersi, ona ma chyba ładne duże cycki i mały tyłek. Nie widziałem. Kiedyś wydawało mi się, że nie będę z kobietą, która pali. Kiedyś rękę dałbym sobie uciąć, że nigdy nie pokocham dziewczyny z domu,  w którym futryna wypadła, bo tata tobą rzucił w drzwi do pokoju. Kto by tam naprawiał tekturowe drzwi? Przecież jak leżałaś w psychiatryku, ojciec poszedł w tango.

Straciłem duszę dla laski bez ambicji, pogardzającej wykształconymi, bogatszymi. Zrozumiałem, że muszę zejść na twój poziom, choć słowo zejść sugeruje, że stałaś niżej ode mnie. Nie, zatem nie zejść. Że muszę dostosować się w całości do Ciebie, bo Ty nie nagniesz się ani na jotę. Zmieniłem swój charakter, co objawiło się po naszym rozstaniu. Pociągały mnie w tobie zepsucie, lubieżność, oparta o koślawą moralność, bo wymagałaś jej od innych, samemu nie dając. Byłaś moją ladacznicą i kurwą.

Nie wybielam się. Popełniłem wiele błędów, których dziś się wstydzę i cię przepraszam.  Sam byłem skurwysynem jakich mało, ale jednego nie da się ukryć: Przestawiłem swój świat dla Ciebie do góry nogami. Z bogacza stałem się adresatem pism komorników, gardziłaś ludźmi jeżdżącymi BMW, bo warci tyle co brud za paznokciem. Z biznesmena przeflancowałem się na zamiatacza ulic, bo tylko taka praca była dla Ciebie coś warta.  Huragan „Kasia” zrównał z ziemią dotychczasowy, porządek myśli, światopogląd, kolegów i pracę.

Przesuwałaś tę granicę. Sprawdzałaś, jak daleko mogę się nagiąć, może przestanę czytać, pisać, zrezygnuję z przyjaciół. Prawie ci się udało.  Zadawałaś mi ból dla zabawy, dla zabicia czasu. Drzemiąca w tobie głucha nienawiść podjudzała cię do wymyślania coraz to nowych tortur. Chciałaś się przekonać, ile zniesie dla ciebie ten zamożny kaleka, który nigdy nie zaznał, co to głód i chłód.
Byłaś miłością mojego życia, ideałem kobiety. Ledwie myśl o tobie w tramwaju numer 9 jadącym na Grochów sprawiała, że moja męskość budziła się do życia. Łapię się na tym, rzadko ale jednak, że niektóre rzeczy nadal robię, piszę, myśląc, bojąc się, jak Ty byś na to zareagowała. Twój bezwstyd, sprośny urok powodował, że z kobiety stawałaś się lubieżną samicą. Nienawidzę cię.

Nie pytaj się, jak można nienawidzić kobietę, a równocześnie jej pożądać. Nie wiem. Ale wiem jedno: nienawiść jest najsilniejszym środkiem podniecającym, a pożądanie kobiety w przystępie złości jest może najszaleńszą rozkoszą, jakiej człowiek może doznać. Tylko że taka miłość nie uśmierza pożądania, nie daje ani ulgi, ani spokoju, nic nie rozwiązuje i stopniowo doprowadza nas do szaleństwa. Ocaliłem zdrowie, wyrzuciłem cię.

Nasza historia się skończyła, ale bajka trwa nadal. Od chwili, gdy drzwi zatrzasnęły się za Tobą, błagałem o powrót. Pod dwóch latach zmęczyłem się sobą i zacząłem śnić o kimś takim jak ty, ale kto nie będzie Tobą. Kimś, kto nie zastąpi mi Ciebie, bo unieszczęśliwiłbym siebie dążąc do skopiowania tych dziesięciu lat, które się nie powtórzą. Nic dwa razy się nie zdarza. Ułudą byłoby marzenie o życiu na podłodze w przedpokoju, jak dwa lata mieszkaliśmy.

Poznałem kobietę taką jak Ty. Sensem miłości jest pisanie przez nią scenariusza, którego sobie nie wyobrażamy. Zatem ta kobieta na pewno nie jest taka jak Ty. Mam wielką potrzebę miłości, ale nie dopuszczam jej do siebie. Odpycham, zniechęcam, chowam się za maską wyszczerzonego klowna.
Nie wiem, czy mam siłę podnosić się po raz drugi. Nie chcę sprawdzać. Trwanie w przyjemnym cieple ma w sobie nerw żywcem wyjęty z „M jak miłość”, ale literatura zapewnia mi dopływ dopaminy. Nie chcę pozwolić, żeby po raz kolejny moje życie stało się tematem książki. Z słów splotę egzystencję. Nie w drugą stronę.

Poznałem kobietę taką jak Ty. Kruczowłosą, małą, ale pakowną. Idealną.  Mówi, że jej sutki ciągle sterczą. Ona też nie ma wody w mieszkaniu. Pamiętasz, przez rok kąpaliśmy się w misce wody podgrzewanej w czajniku na gazie.

Nie, nie, kurwa nie, będę kąpał się w wannie. Tęsknota za wiatrem czasem przebija przez miarowy szum wody z prysznicowej słuchawki. Leję więcej zimnej.








poniedziałek, 23 stycznia 2017

Janusz Głowacki, aktualizacja: 26.05.2017

26 maja 2017 r.
Program dramatu "Kopciuch" Janusza Głowackiego wystawianego na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie w 1980 roku. Obsadę widać na jednym ze zdjęć. Dyrektorem teatru był wówczas Zygmunt Huebner, kierownikiem literackim - Roman Bratny.




Luty 2017 roku


Najbardziej z „Opowiadań wybranych” Janusza Głowackiego przekonuje mnie okładka, a jeśli już zagłębić się w treść, to „Polowanie na muchy”, „Kuszenie Czesława Pałka”, „My sweet Raskolnikow”. Reszta przeleciała przez mózg nie wywołując skutków ubocznych.
Czytaliście? Nie? To przeczytajcie i podzielcie się wrażeniami.

Grudzień 2016 roku
- Czego pan szuka w literaturze?
- Żeby ktoś zupełnie inaczej opowiedział o tym, co wszyscy wiedzą.

Gdy byłem po raz pierwszy w USA, na stypendium Departamentu Stanu w 1975 roku, to Waszyngton namawiał mnie na spotkanie z Kurtem Vonnegutem, Saulem Bellowem, Philipem Rothem, Normanem Mailerem, ale wtedy wolałem się spotykać z Murzynkami z ogromnym biustem. Moim Wergiliuszem był jeden dwumetrowy transwestyta. Gdy wyemigrowałem na chwilę przed stanem wojennym, to już się chciałem z pisarzami spotykać, ale oni mniej. Jak w końcu jakichś dopadłem, zaczynałem rozmowę od zachwytów na temat ich twórczości i wyglądu, a kiedy oni już się zaczynali ciepło uśmiechać, szybciutko podsuwałem wniosek do Immigration o przedłużenie wizy, prosząc o podpis i kilka życzliwych słów na mój temat.

Janusz Głowacki: "Raz mnie życie pierze, raz płucze, raz wiruje", wywiad Danuty Subbotko, 14 grudnia 2016 r., Wyborcza.pl


1 lipca 2014 roku

Używam odkurzacza Clatronic. Dobrze ciągnie, bo jak koty się walały, tak się walają pod szafkami. Ale odkurzyłem przy okazji "Alfabet Jerzego Urbana". O moim ulubionym prozaiku i felietoniście napisał:


Głowacki Janusz - I Playboy PRL
Towarzysz Żdanow ogłosił, że potrzeba nam Sałtykowów-Szczedrinów i Gogoli. W odpowiedzi na ten apel Janusz Głowacki szybko przyszedł na świat. Z wiekiem został pisarzem i rozchełstanym lwem salonowym. Obracał się  w światku warszawskich kawiarni lub knajp i kpił z niego uciesznie. Nosił paradoksalny przydomek: Głowa. Wyemigrował. W Polsce publikować zaczęto opinie, że zrobił światową karierę pisarską.

Urban pisał to piętnaście la temu. Niewiele się zmieniło. Głowacki przychodzi do telewizji,. Koszulę ma rozchełstaną. I mówi Lisowi, że wojna polsko-polska, czyli PiS kontra reszta świata nie może się skończyć, bo byłoby nudno. Tomasz Lis jest zachwycony tą ironiczną figurą stylistyczną., No, brawo.
Jak Głowacki akurat nie jest w telewizorze, to pisze scenariusze. Najpierw napisał scenariusz do wajdowskiego "Wałęsy", a potem książkę "Przyszłem", o tym, że scenariusz to Wałęsy to on pisał, ale Wajda wyciął co lepsze kawałki, wstawił pomnikowy polski heroizm. I to w sumie nie jego scenariusz. 
Kasa płynie z filmu i książki.

W Głowackiego zaparzył się nawet minister Sikorski, który przed kamerami nie może nachwalić się tradycyjnej przyjaźni polsko-amerykańskiej, a wieczorkiem przy kolacji nastrój mu siada i klnie, że to bullshit.








Cytaty:
Już kiedy miałem sześć lat, wiedziałem, że nie można mieć wszystkiego. W bramie mojego domu pracowała muskularna kobieta o pięknie owłosionych nogach. Twarz miała jasną, oczy łagodne. Poniedziałek był na podwórku niecierpliwie oczekiwanym dniem wypłaty tygodniówek dla dzieci. Z kilkoma kolegami i jedną koleżanką stawaliśmy przed koniecznością wyboru. Wspomniana kobieta, jeśli akurat nie miała powodzenia, zgadzała się, po przeliczeniu składkowych pieniędzy, podciągnąć spódnicę i odsłaniała porośnięte, bogatym rudym włosem podbrzusze. Trwało to tyle co przelot samolotu, potem czekał nas długi, smutny tydzień bez landrynek. Poznałem więc wcześnie smak wyrzeczeń, a następne lata doświadczenia te ugruntowały.
"My sweet Raskolnikow"

piątek, 20 stycznia 2017

Ogłoszenie matrymonialne

Rozstałem się trzy lata temu z kobietą. Popłakałem, rozpaczałem, wspominałem, aż mi przeszło. Dobrze by było poznać w końcu kobietę z otwarta głową o dużej pupie i małych piersiach. Nie. Odwrotnie. O dużych piersiach i dużej pupie.

czwartek, 19 stycznia 2017

Jesteś na Sympatia.pl? Koniecznie przeczytaj!

Kiedyś byłem aktywnym uczestnikiem portalu Sympatia.pl. Dość szybko z niego zniknąłem. Idę jednak o zakład, że nawet połowa uczestników tkwi tam latami - ciągle lub z kilkumiesięcznymi przerwami. Dlaczego tak się dzieje? Bo jest duży wybór. Bo tuż za następnym kliknięciem czai się atrakcyjniejsza kobieta, przystojniejszy mężczyzna.


No, dobra. Kobieta atrakcyjna, ale - mój boże - jaka drewniana w łóżku. Nie, no, facet przystojny, ale pogadać z nim nie ma o czym. I znów Sympatia. Oooo, całkiem miła babeczka, i jaki uśmiech. Ale czy musi mieszkać tak daleko? Godzinę trzeba do niej jechać. To następna. Klik, zaloguj się, następny facet. Całkiem sympatyczny, tylko po rozwodzie, i z dziećmi spędza czas. A gdzie czas dla mnie? No, to następny. Klik.
Bogactwo wyboru doprowadza do tego, że single tak mocno deklarujący chęć założenia rodziny, a choćby trwałego związku, pozostają sami lub w przelotnych znajomościach.
To też pewien rodzaj hazardu, a nawet uzależnienia. Niczym do kasyna wchodzimy po wygraną. Za każdym ruchem ruletki może czaić się wygrana: lepszy partner.
Na szczęście w poszukiwanie partnera nie angażujemy przeważnie wielkich pieniędzy, ale poświęcamy mnóstwo czasu oraz zdrowie psychiczne. Z wiekiem czas nabiera niemal namacalnego znaczenia i staramy się go nie tracić na bzdurne zajęcia. Gorzej z psychiką, bo mało kto z nas ma zdolność do wglądu w siebie i diagnozę: Nie unieszczęśliwia nas samotność, ale skakanie z kwiatka na kwiatek.


Moją obserwację potwierdza profesor Barry Schwartz z Swarthmore College w Pensylwanii ("Książę z bajki cię wykończy", "Gazeta Wyborcza", 13-14 czerwca 2015 r.): "Proszę zwrócić uwagę, jak portale randkowe zmieniły sposób poszukiwania życiowych partnerów. Nie tak dawno kogoś takiego szukało się na uczelni, we własnym środowisku, przez znajomych, w klubie sportowym. Dzisiaj możesz go znaleźć wszędzie. (...). Amerykańska dziennikarka Lori Gotlieb swego czasu napisała książkę "Wyjdź za niego za mąż" ("Marry Him"). Opisała tam swoje poszukiwania idealnego partnera. Dobijając czterdziestki, zdała sobie sprawę, że jest sama i jeśli chce mieć rodzinę, to jest to ostatni dzwonek. (...) Na koniec trafiła do doradcy matrymonialnego, który poprosił ją, by sporządziła listę pożądanych cech partnera. Zobaczywszy tę długą listę, roześmiał się i rzekł: "Załóżmy się, że na całym świecie jest pięciu mężczyzn, którzy spełniają pani kryteria. Załóżmy nawet, że uda się pani odnaleźć jednego z nich: jaką ma pani gwarancję, że on panią zachce?". Wtedy ją olśniło. Zrozumiała, że strategia szukania "ideału" w niczym jej nie pomoże i może pora zacząć rozglądać się za tym, co "wystarczająco dobre".

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Tylko Ciebie brakowało...

Od 10 do 14 spędziłem z dziećmi część niedzieli na jeziorku, łasze w Józefowie. Graliśmy w hokej, płonęło ognisko, piekły się kiełbaski, nawet zażyłem kąpieli w przeręblu. Nie przeziębiłem się, hurra. Przeżyłem. Potem, około godziny piętnastej, stałem z synami na stacji PKP Świder. Czekaliśmy na pociąg do Warszawy, Śnieg sypał gęsty. Korony otwockich sosen pokryły się pięknymi czapami. Na peronie na zamarzającym śniegu urządziliśmy sobie ślizgawkę. Megafon zapowiedział dziesięciominutowe opóźnienie eskaemki. Byłem szczęśliwy. Tylko Ciebie, moja przyszła miłości, brakowało.

Andrzej Depko mnie załamał

Doktor Andrzej Depko mnie załamał. Całe życie w kłamstwie. Wierzyłem i nadal będę się łudził, że namiętność między mężczyzną i kobietą może trwać wiecznie. Tymczasem Andrzej Depko w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów" z 17 września 2016 r. twierdzi tak:
- Ale natura namiętności jest taka, że ona prędzej czy później wygasa.
- Nie ma wyjątków - przypuszczalnie z nadzieją i rozpaczą w głosie zapytała dziennikarka.
- Nie ma - wbija gwóźdź do trumny Depko. - Taka jest w ogóle natura emocji.

Ale zanim boleśnie zderzysz się z rzeczywistością, twój mózg kąpie się w dopaminie. Odpowiada za przyspieszone bicie serca i szybszy oddech. Masz motywację do działania, ze można góry przenosić. Spada zapotrzebowanie na sen, jeść też nie trzeba.
Odczuwasz szczęście jak ukochana osoba jest blisko, rozpacz - gdy daleko.

Namiętność w końcu opada, ale osoby ze skłonnością do uzależnień zaczynają odczuwać znudzenie, gdy obiekt ich westchnień przestaje być ideałem. I siup w kolejną wielką miłość, a tamta okazuję się "rozczarowaniem". Za szaleństwo odpowiada dopamina, a szaleństwo musi być.
A jak jeszcze masz w mózgu za mało serotoniny, która spowalnia reakcje, to nie przewidujesz konsekwencji swoich zachowań, masz skłonność do zachowań impulsywnych, to już skaczesz z kwiatka na kwiatek.

piątek, 13 stycznia 2017

Uzależnienie od miłości

Bierne uzależnienie od miłości rodzi się z... braku miłości. Wewnętrzne uczucie pustki wypływa z doznanego w dzieciństwie braku miłości. Takie dzieci wchodzą w dorosłość pozbawione wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa. Nie wierzą w to, że mogą być kochane. 

 


Zdaniem Morgana Pecka, psychiatry, autora książki "Bezlitosna łaska", uzależnienie od drugiej osoby, to niezdolność odczuwania siebie jako integralnej całości lub do właściwego funkcjonowania w warunkach braku pewności, że ktoś się nami zajmuje. Uzależnienie takie u fizycznie zdrowej osoby jest objawem choroby psychicznej lub wadą psychiki. Jest jedno ale:

Wszyscy mamy potrzebę poczucia zależności, choćbyśmy nie wiadomo jak udawali, że tak nie jest. Każdy pragnie być otaczany opieką przez osoby, którym nasze dobro leży na sercu. Każdy pragnie, by w tle jego życia znajdował się życzliwy cień matki lub ojca.

Ale jeśli to dążenie stanowi regułę życia, jeśli twoje życia podporządkowane jest potrzebie bycia zależnym, cierpisz na zaburzenia osobowości. Ludzie cierpiący na nie są tak zajęci szukaniem miłości, że nie wystarcza im sił na nią samą. Nie mając uczucia spełnienia, nie są w stanie doświadczyć pełni. Zawsze czują, że czegoś im brak. Źle znoszą samotność. Określają samych siebie tylko przez stosunki z innymi ludźmi.
A te są dramatyczne i pełne napięcia, ale powierzchowne. Na skutek silnego poczucia wewnętrznej pustki i pragnienia jej zapełnienia, biernie zależni ludzie, nie umieją znieść zwłoki w zaspokajaniu potrzeby posiadania kogoś obok siebie.

Osoby biernie zależnie nie zastanawiają się, co mogą zrobić dla innych, nie dostrzegają tego, co sami mogą zrobić dla siebie. Ludzie bierni zależnie czynią coś dla innych, by przywiązać ich do siebie. Takie osoby mają problem z wyprowadzeniem się od rodziców, znalezieniem pracy, porzuceniem zajęcia, które nie daje satysfakcji czy choćby hobby.

Bierne uzależnienie rodzi się z braku miłości. Wewnętrzne uczucie pustki wypływa z doznanego w dzieciństwie braku miłości. Takie dzieci wchodzą w dorosłość pozbawione wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa. Nie wierzą w to, że mogą być kochane.

Opowiadanie erotyczne, cz. II

Źródło zdjęcia: http://www.vagabomb.com/Things-Everyone-Should-Know-about-Oral-Sex/

Klęknąłem przed tobą. Szeroko rozchyliłaś nogi, zginając je w kolanach i podnosząc do góry. Paznokcie u twoich nóg były pomalowane na czerwono-purpurowy kolor, co wprowadziło mnie w jeszcze większe podniecenie.  Purpurowy dzióbek mojego ptaka zaczął ociekać srebrzystymi, kleistymi kropelkami, bo przed oczyma stanął mi… obraz naszego seksu sprzed kilku tygodni. Obejmowałaś palcami u nóg mojego ogiera. Twoje paznokcie miały wówczas identyczny kolor. Nie. Zaraz, Chwilka.  Są różnice. Wtedy kochaliśmy się na podłodze w przedpokoju, a nie zamieciony piach właził i drapał w ciała, co zaczęło nam przeszkadzać dopiero podczas ubierania się w ciuchy, które wcześniej rozrzuciliśmy w nieładzie.

Teraz też spodnie, majtki, koszulki i stanik walały się tam i ówdzie po pokoju. Rękoma przesunęłaś do tyłu klawiaturę i monitor, daleko opierając się dłońmi o biurko. Moim oczom, zmysłowi węchu ukazała się twoja muszelka. Pachniała jak soczysta, czerwono-różowa malina na kremowym torcie.  Gdy zbliżyłem do niej usta, zdało się, że w tej małej różowej muszelce, skupiają się wszelkie lecznicze substancje świata.
Niepotrzebne stały się Krynica, Kudowa, Nałęczów ze swoimi wodami. Niech się schowają. Zapach twojej różowości leczy wszelkie dolegliwości. Odkryto nową metodę leczenia: kuracja cipą. Przy niej apap, polopiryna, a nawet trawka do palenia są pustymi, beznadziejnymi placebo.

W dole na przystanku zaskrzypiały hamulce 117 lub 138. Ludzie wysiedli, wsiedli. Nieświadomi, że piętro wyżej dokonuje się najpiękniejszy akt życia.  Pod stopami ludzi skrzypiał zamarznięty śnieg, a nam w ciepłym mieszkanku w domach o bardzo grubych murach było gorąco. Ciała oświetlały żarówka z kuchni, blask monitora, lampek choinkowych i telewizora.

Delikatnie musnąłem ustami rozpaloną muszelkę. Jej zapach i ciepło podziałały na mnie narkotycznie, odpłynąłem  w nieświadomość. Dotknąłem językiem łechtaczki. Twoja uda drżały. Muszelka,  źródło wód leczniczych, zaczęła ociekać.
Siedziałaś na biurku, klęczałem przed Tobą jak przed bóstwem –Izis, Kleopatrą, Nemezis. Drewniana podłoga w starej przedwojennej willi przerobionej na mieszkania skrzypiała pod nogami pani  Krystyny, bezzębnej sąsiadki z mieszkania obok. Na gazie na starej kuchence Amica gotował się rosół, a obok z kominka aromaterapeutycznego - jak przez mgłę zmysłów, erotycznego napięcia, gorących ciał - docierał aromat olejku sonowo-świerkowego.
Oprócz suczki Nuki towarzyszyła nam Lady Gaga i jej "Bad Romance":
Pragnę Twej brzydoty
Pragnę Twej choroby
Pragnę wszystkiego co Twoje
Póki jest za darmo
Pragnę Twej miłości
Miłości, miłości, miłości
Pragnę Twej miłości

- Wyliż mi porządnie moją rozklapciochę, a nie pieścisz się i pieścisz - wyrwałaś mnie z letargu. Mój język pracował jak oszalały. Twarz miałem całą mokrą od Ciebie.  Łechtaczka dawno przeistoczyła się z małej zasuszonej wisienki w pełny  soku, krwistości dorodny  owoc. Jakby Chrystus nowych cudów dokonywał.
Palcami pieściłem, ściskałem, pociągałem sutki twoich małych, twardych, jędrnych piersi.
Poczułem, że język zaczyna mi się odrywać od podniebienia i całkiem opadł z sił wiercących i polerujących. :
- Zerżnę cię teraz jak moją prywatną kurwę.
Wstałem i powoli wsadziłem wielkiego ptaka we wnętrze soczystej muszli. Aż po same jądra.
- Rżnij mnie - kochanie, zaskowyczałaś z bólu i rozkoszy.
Wchodziłem w Ciebie najpierw powoli, jak żółw ociężale. Potem coraz szybciej. Nasze ciała stukały o siebie jak dwa auta jadące obok siebie. Iskry namiętności rozpryskiwały się po całym domu
Wpiłem się w Twoje usta. Szarpnąłem za włosy:
- Dobrze ci, suko?
- Rżnij mnie, nie gadasz tylko i gadasz.

Napięcie wzrosło do takich rozmiarów, że jakby chodziło o prąd w domu, dawno wysadziłoby bezpieczniki. Wysadziło. Mój ptak zamienił się w wielkiego purpurowo-czerwonego indora z wielkim nabrzmiałym łbem.  Wielka lawa miłości i namiętności zalała Twoją szyję, piersi, brzuch:
- Ile Ty tego lejesz - powiedziałaś jakby z wyrzutem.
Na kuchence zaczął kipieć rosół. Na klatce szczekała suczka pani profesor. Nasza witała się z nią, ujadając z rozpaczą w głosie:  Zabierzcie mnie stąd, muszę patrzeć na te ludzkie bezeceństwa.
W telewizji Tomasz Kot powiedział, że jest w T-mobile. Współczułem mu w tej chwili. Szybko włożyłaś majtki, bo przecież naszą córeczkę tylko na chwilę zostawiliśmy u pani profesor, bo niby pilnie musieliśmy gdzieś wyjść. Wyskoczyć na chwileczkę zapomnienia.















Opowiadanie erotyczne, cz. I

Stałem za tobą przy stole w dużym pokoju. Okna naszego starego mieszkania wychodziły na północ, więc w to grudniowe popołudnie było już ciemno, tylko światło monitora rozświetlało mrok. Od ściany do ściany bez celu odbijała się nasza suka Nuka, która nie mogła miejsca sobie znaleźć, jakby wstydziła się widoku kochających się ludzi lub im bezgłośnie zazdrościła: - Oni mogą, a ja nie.
W rosnącym pożądaniu nie zasłoniliśmy okien. Z komputerowych głośników dobiegał głos Sylwii Grzeszczak:


Bo jeśli miałeś w sobie moc
Niejeden most budować nad rozstaniem
Zachowaj nas i wymień tło
Powtórzmy to jak pierwsze spotykanie
Wciąż aktualne zaproszenie

Zdjąłem z ciebie sweterek i stanik. Całowałem powoli kark, plecy. Wiesz, jak uwielbiam twoje plecy. Brałem w palce twoje sutki i delikatnie je pociągałem. W moim rozporku rósł stalowy, wielki olbrzym. Pamiętam jak dziś, że tak go nazwałaś.
Nie wiem jak, koszula z Wólczanki i krawat z Marywilskiej 44 spadły na podłogę. Na ulicy pod blokiem na przystanku zatrzymał się autobus 117. Ktoś wysiadł, ktoś wsiadł. Czy ktoś pomyślał, co dzieje się piętro wyżej?
Piętro wyżej my zdjęliśmy w pośpiechu spodnie, rzucając je w nieładzie.
- Jakiego masz wielkiego... na mojej dupie - szepnęłaś.
- Jaką masz mokrą. Kochanie, ociekasz po udach - mówiąc to, mój stał się jeszcze grubszy.

Na autoodtwarzaniu Sylwia Grzeszak śpiewała:
Zrób co się da, co tylko się da,
Niech nasza bajka trwa,
Chcę jak księżniczka z księciem mknąć po niebie.
Przez siedem mórz, gór, ulic i rzek,
Gdy inni mówią" nie",
Będziemy biec do siebie.

Odwróciłem cię do siebie i mocno wpiłem w Twoje usta. Całowałem metodycznie, jakbym grał w szachy i długo się namyślał, kark, ramiona, dekolt. Lubieżnie oblizywałem Twoje brodawki, podgryzałem sutki:
- Zer.... mnie w końcu - błagałaś.
- Kochana, nie tak szybko. To uczta, nie fast food.

Kleknąłem przed tobą. Szeroko rozchyliłem twoje nogi. podnosząc je do góry. Rękoma przesunęłaś do tyłu klawiaturę i monitor, daleko opierając się o biurko.

Zbliżyłem usta...

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Dom pachnący wspomnieniami

- No i tak się zdarzyło, że zakochałem się w niej dokładnie wtedy, gdy ona odkochała się we mnie. Niezła ironia losu, co nie? Jakub Żulczyk

W pierwszych dniach sierpnia na balkonie pachniały dojrzewające w trzypiętrowej doniczce na zioła bazylia, mięta, tymianek. Olejki roślinne dostawały się do mieszkania wraz z pierwszymi osami, wyraźnie jeszcze zagubionymi i zaskoczonymi, że muszą szukać cukru dla młodych owadów. Skutecznie odstraszałaś natrętne osy dymem papierosowym z pall malli mentolowych. Poranny wiatr tworzył gęsią skórkę na szczupłych i umięśnionych udach twoich nóg. Wyszłaś na balkon w samym białym, za długim podkoszulku i białych majtkach w kwiatki.
Na dwójce, w sobotę rano, zaczynała się "M jak miłość".
Wyrzuciłaś peta przez balkon:
- Znowu zaśmiecasz podwórko, tyle razy cię prosiłem.
- Ale ty mędzisz - obruszyłaś się na niby.



Kołdra leżała na podłodze, prześcieradło za sprawą nowych praw fizyki mocami trzymało się tapczanu. Zdjęłaś majtki i koszulkę, Wróciłaś do łóżka, ni to prosząc, ni to rozkazując lubieżnie:
- Przelecisz mnie jeszcze raz, Rafuś.

Pomyślałem wówczas, że wszystkie kobiety pokazując się nago mężczyźnie mają ten sam wyuzdany wyraz twarzy i święcące erotyzmem oczy.  Taką rodzinę to ja bardzo proszę.

Łózko od dawna nie pachnie Tobą. "M jak miłość" stała się serialem, odtruwaczem po męcząco intelektualnie dniu, nie filmem oglądanym z tobą. Próbuję ochronić resztkę wspomnień o tobie, ale przestaję chcieć.  Pragnąłem wbrew zdrowiu i karmiąc depresję ocalić sens tych dziesięciu lat, ale się zmęczyłem.  Zostały zdjęcia. Niewiele, więc boli.

Myśli ożywiają przedmioty. Bez nich meble, balkon, łóżko stają się martwe. Czekają na nową opowieść. A jeśli opowiedziano już wszystko?