czwartek, 8 grudnia 2016

Częściej chodzę do dentysty niż uprawiam seks

Kto wymyślił zęby? Zaczynam nabierać przekonania, że człowiek, a przede wszystkim jego zęby, co na jedno wychodzi, obliczony jest na 35 lat życia. Do tego wieku zęby miałem twarde jak kość słoniowa albo diament. Teraz częściej siedzę na fotelu dentystycznym niż uprawiam seks. Idealne byłoby połączenie seksu na fotelu. Marzenia ponoć się spełniają, ale nie teraz, więc do rzeczy.



Może nie dbałem o uzębienie we wzorowy sposób, ale nawet w czasie rozwodu z żoną i gdy byłem z Karoliną 3 lata temu myłem je rano, a drugi raz wieczorem przepłukiwałem alkoholem, słodkim wermutem. Dawkowałem tylko wino ziołowe, nie zaś silniejszą pod względem dezynfekującym wódkę, bo wolałem przepłukać zęby, niż wypłukać wątrobę.

Rozwód i znajomość z Karolcią skończyły się dobrze. Wydarzenia te kosztowały mnie trzysta tysięcy złotych oraz wyrwanie szóstki. Ani pieniądze, ani ząb nie odrosły, co ostudziło moją wiarę w cuda oraz utwierdziło w słuszności podejmowanych decyzji. Ostatnio, korzystając z dobrodziejstw pakietu medycznego Lux-Medu, do stomatologa uczęszczam częściej niż uprawiam seks, co w ogóle jest poważnym zboczeniem. Okazało się, że mam do zrobienia około dziesięciu zębów. I już całkiem przestało mi się chcieć uprawiać seks. Nie spotkałem takiej kobiety, z którą by mi się zachciało.

Kwartał temu zacząłem leczyć zęby w miarę możliwości finansowych czy raczej niemożliwości. Czwórka dolna do kanałowego, rozwiercona została około trzech miesięcy temu, opatrunek założony. Wszystko szło w dobrym kierunku, bo tydzień później okazało się, że opuchło mi dziąsło pod kolejnym zębem. Akurat była sobota, więc sprawdzenie, co tam się dzieje kosztowało 200 zł. Za tę kwotę dowiedziałem się, że ropień, zgorzel, torbiel. Do wyboru. Znowu opatrunek.
Leczenie obu zębów, nawet wziąwszy pod uwagę rabat w Lux-Medzie, wywiało mi z portfela z 1500 zł. Drogo? Oczywiście.

Kosztują specjalistyczne umiejętności stomatologa. Każdy głupi oraz ja, może pisać bloga, nie każdy leczyć zęby. Duża podaż uzębienia do borowania w zetknięciu z ograniczoną liczbą stomatologów oznacza wysokie ceny. Przypuszczam też, że utrzymanie gabinetu oraz narzędzi, w wielu przypadkach jednorazowych, wiąże się z poważnymi wydatkami.
A sam rynek zaopatrzenia w przyrządy, opatrunki, plomby, leki jest na tyle wąski, że bez trudu - to moje czarnowidztwo - może do nim dochodzić do zmowy cenowej.
Ostatni w tym łańcuszku pokarmowym pacjenci na fotelach zapłacą. A że nie wypada chodzić bez pełnego garnituru zębów, w dodatku  śnieżnobiałych, to trzeba wyskakiwać z kasy, której i tak nie ma.

Rozważając czy w ogóle warto leczyć zęby, chciałem pójść za argumentacją z opowiadania "Materiał" Janusza Głowackiego: "Zaproponowałem, że może wystarczy się zapić, by odzyskać samopoczucie i szczęście. Nie zgodzili się, przytaczając argument, że wypadłoby to drożej. Po czym udaliśmy się za Wiatrakiem na poszukiwanie ladacznicy".
Wypadło by to drożej. Ruszam na poszukiwanie ladacznicy. Ostrzę sobie zęby.

1 komentarz:

  1. To jakiś standard chyba - bo pamiętam, że w pierwszych miesiącach po rozwodzie, spędziłam dużo czasu na fotelu dentystycznym :-D

    Życzę pięknej pani stomatolog i spełnienia marzeń!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń